Galeria
Galeria
Galeria
Galeria
 

Kochanka prawdę ci powie

W czerwcu 1944 Hitler i jego najbardziej zaufani generałowie wskazali Pelersdorf, dzisiejsze Piechowice pod Jelenia Górą, na miejsce ukrycia depozytów bankowych III Rzeszy. Podsibirski niczym z rękawa sypie nazwiskami generałów uczestniczących w tajnej naradzie W Piechowicach wydrążono specjalne tunele w górze Sobiesz, przygotowano systemy wentylacji, zabezpieczenia i zaminowania tuneli. Pociąg zestawiono w Strzegomiu z trzech różnych transportów. Były w nim trzy wagony Goeringa z Prus Wschodnich, a w nich może i Bursztynowa Komnata. I trzy wagony Ericha Kocha, wielkorządcy Ukrainy. I jeszcze kilka z Kłodzka, prawdopodobnie z depozytami banków wrocławskich - 7 listopada 1944 roku pociąg zatrzymał się w fabryce torped w Piechowicach, gdzie dziś mieści się zakład Karelmy. W 24 godziny ułożono 400 metrów torów prowadzących w głąb góry. Na lokomotywie zamontowano stalową płytę idealne pasującą do wymiarów tunelu - opowiada Podsibirski. - Dowódcą tej operacji był generał Schteinke. Pociąg skrył się w czeluściach góry, prowizoryczne tory rozebrano, tunel oraz wszelkie ślady jego istnienia zasypano, więźniów drążących skały zabito. Podsibiński o istnieniu skarbu w górze Sobiesz dowiedział się od swego przyjaciela ze śląska. Śladów poszukiwał w Niemczech, USA w Boliwii nawet. Okazało się, że mapy są w posiadaniu mieszkańca Kielc. którego kochanka była córką generała SS. Po raz pierwszy Podsibirski przyjechał do Piechowic w roku 1988. Dotarł też do mieszkającej w Wałbrzychu kochanki innego generała niemieckiego.

10 procent dla pana, panie P.

Wydobyciem skarbu zainteresował ministerstwa: ochrony środowiska, kultury, finansów. Podsibirski wystąpił jako przewodniczący Zespołu Osób Prywatnych. Twierdzi, że w Karpaczu spotkał się z ministrem Żelichowskim i przekazał mu odręcznie narysowaną mapkę. Minister na posiedzeniu rządu 17 stycznia 1995 roku miał powiedzieć: Znam miejsce ukrycia skarbu w Piechowicach. Zdaniem Podsibirskiego, za rządu Oleksego powołano specjalny zespól w składzie: Kołodko, Żelichowski, gen. Czempiński (UOP), wiceministrowie Polak i Bogutyn. Faktem jest, że 9 maja 1995 roku Podsibirski w imieniu Zespołu Osób Prywatnych podpisał z Ministerstwem Finansów umowę dotyczącą warunków poszukiwania skarbu w Piechowicach. Określono w niej m. in. wysokość wynagrodzenia za , odnalezienie skarbu. Wdziałem tę umowę, jak i inne pisma podpisane m. in. przez wojewodę jeleniogórskiego, który w lipcu potwierdził prawo Podsibirskiego do uzyskania nagrody -10 proc. od skarbów znalezionych w Piechowicach. Ten sam wojewoda w sierpniu zwrócił się do dowódcy Śląskiego Okręgu Wojskowego, z prośbą o pomoc dla wydobywających skarb: "W czasie prac wydobywczych koniecznym może się okazać udział i obecność saperów, dlatego też popierając to przedsięwzięcie uprzejmie proszę Pana Generała o rozważenie możliwości odpłatnego udzielenia takiej pomocy, na wniosek "Zespołu" i na jego koszt". Przed tygodniem byłem w jeleniogórskim Urzędzie Wojewódzkim. O pismach wojewody - Janusza Pezdy, o Podsibirskim nikt rozmawiać nie chciał. Według rzecznika prasowego najwięcej wie o sprawie Jan Politaj, dyrektor generalny urzędu. Ale Politaj nabrał wody w usta.

Układ

Podsibirski, jak mówi, kiedyś produkował simmeringi, uszczelki do maszyn wysokoprężnych i powodziło mu się nieźle. Kiedy zrobiło się wokół niego głośno, nagle jego kontrahenci pozrywali z nim umowy. Jest więc dziś na garnuszku żony. Pieniędzy na poszukiwania skarbu nie ma. Jeden z wiceministrów zaproponował mu kontakt ze Stajszczakami, "bardzo majętnymi i uczciwymi biznesmenami z Bydgoszczy"- I Podsibirski skontaktował się. Mieczysław Karmrowski, prawnik braci Stajszczaków, podpisał z nim stosowną umowę na poszukiwania. Podsibirski miał dostarczyć mapy. Za pieniądze Stajszczaków zakupiono drogą i specjalistyczną aparaturę badawczą, wynajęto sprzęt, ludzi. Zgodę na podjęcie robót podpisał Podsibirski z Nadleśnictwem Szklarska Poręba. Nadleśniczy w pismach tytułuje go jako "Znalazcę Skarbu Piechowickiego". Podsibirski planów nie dostarczył, gdyż - jak twierdzi - UOP zabrał je siłą. Nie wywiązał się więc z umowy z Karwowskim. W tej sytuacji bydgoszczanie rozpoczęli wykopy na własny rachunek, bez udziału Podsibirskiego i jego zespołu. - A mam przecież czarne na białym, że to ja jestem znalazca skarbów piechowickich - mówi mieszkaniec Raszyna. ! to mnie należy się nagroda. Podpisałem z nim umowę , są więc wykonawcami mojego zlecenia. Oburzony na działania bydgoszczan skierował do prokuratury doniesienie o przestępstwie. Miał pojawić się w Bydgoszczy na przesłuchaniach 13 października. Nie przyjechał, bo zachorował. Doniósł też na jednego z wiceministrów. Prokuratura warszawska 22 września tego roku odmówiła wszczęcia śledztwa. Prokurator Henryka Rybińska stwierdziła w uzasadnieniu, że nadal obowiązuje ministerstwo podpisana z Podsibirskim umowa, w myśl której otrzyma on 10 proc. wartości znalezionego skarbu. Doszło do tego, że grupa Karwowskiego zaczęła kopać z jednej strony góry, a grupa Podsibirskiego z drugiej. W piątek na miejsce wykopów zaprowadziła mnie dwójka piechowidcich dzieci. Teren jest ogrodzony, w ziemi potężna dziura. Ani żywego ducha. - Przerwali prace kilka dni temu i chyba wynieśli się mówią chłopcy - A jaki tu huk robili, jak strzelali dynamitem aż szyby drżały.

Gdzie te ule?

Następnego dnia przyjechałem tu z Podsibirskim. Oprowadził mnie po okolicach góry Sobiesz. Jego zdaniem tunele podziemne rozciągają się daleko. Pokazał mi urwane torowisko, nienaturalnie usypane wąwozy obłożone kamieniami, miejsce, gdzie według niego mieści się zasypany tunel, przez który wjechał w podziemia pociąg. Widziałem betonowy budynek wartowni, szyby wentylacyjne, studzienki i rury odwadniające - Tu pod ziemią jest maszynownia mówi. Żeby dojść do tego co pod nami, trzeba znaleźć trzy studzienki, powędrować do zaworów uruchomić pompy odwadniające, trafić do tablicy rozdzielczej i rozminować korytarze wiodące do pociągu. Są wysokie na 185 cm, szerokie na 80 cm. Ja znam tylko dojście do pomp. . .- A tam, gdzie zasypane wejście do tunelu, od 1946 roku stały ule bez pszczół. Pilnowali ich strażnicy. Wiosna tego roku ktoś zniszczył te ule. - No, pilnowałem pasieki, to prawda - przyznaje się Gutek z ul. Karpackiej w Sobieszowie. - i faktycznie ją zniszczono. Należała do Polaka i w ulach były pszczoły. Tu o skarbach nikt nic nie wie, bo przecież Niemcy wyrzucili wszystkich. Zasiedlono te tereny dopiero w roku 1946. Ja miąłem wtedy 10 lat.

Zdążyć przed Niemcem

Gutek prowadzi do Dzidka, mieszkającego obok sobieszowskiego pałacu. Dzidek chwieje się i opowiada o skarbach. - W murach skarpy, na której ten zamek stoi, są zamurowane dwa garaże - mówi. - Wiem o tym od Niemca, któremu naprawiałem samochód. Są w tych garażach mercedesy i skarby... I pyta: - Masz na piwo? Bo suszy. Według relacji okolicznych mieszkańców - skarby ukryte są też w willi generała niemieckiego i w kilku innych miejscach. Według Podsibirskiego dwa wagony zakopane są pod kasztanowcem przed dworcem w Szklarskiej Porębie. I też trzeba będzie do nich dotrzeć. Na razie istnieje pilna potrzeba odkopania skarbów piechowickich. Bo mówi kiedy Polska wejdzie w struktury Europy, to skarby przechwycą Niemcy. Trzeba się więc spieszyć. Pisał w tej sprawie do prezydenta Kwaśniewskiego, przewodniczącego Krzaklewskiego, premiera Cimoszewicza . Próbował Podsibirski kopać sam w oparciu o badania naukowców z Krakowa. Zrezygnował, gdyż nie na trafił na tunel. A może mnie wprowadzono umyślnie w błąd? - zastanawia się. Andrzej, mieszkający najbliżej domniemanego tunelu, którego ojciec w czasie wojny był strażnikiem w fabryce, twierdzi, że wszyscy kopią w złych miejscach. On wie, gdzie są skarby ukryte, bo ojciec przed śmiercią zdradził mu tajemnicę. Najgorsze, że są tam potężne ładunki dynamitu. Źle trafisz, to Piechowice i Sobieszów wyleci w powietrze przepowiada. Kopta więc, chłopy - zwraca się do Podsibirskiego , ale ostrożnie, by szyby i moja chałupa zostały.

Adam Lewandowski Gazeta Pomorska 24/11/1997


Co kryje góra Sobiesz

Za kilkanaście dni zostaną otwarte podziemne labirynty pod górą Sobiesz w Piechowicach, gdzie pod koniec 1944 roku Niemcy ukryli zrabowane w czasie wojny skarby - dowiedziało się "Życie Warszawy". Przeprowadzane w ubiegłym tygodniu wiercenia potwierdziły istnienie w górze Sobiesz podziemnej fabryki, w której Niemcy prawdopodobnie zgromadzili skarby - powiedział ZW Władysław Podsibirski, który od lat ich poszukuje. Z relacji świadków oraz z dokumentów, do jakich dotarł Podsibirski, wynika, ze w Piechowicach znajduje się nie tylko poszukiwany od zakończenia wojny tzw. Skarb Wrocławia, ale również cześć depozytów Centralnego Banku Rzeszy. A według żyjących żołnierzy z obsługi fabryki, jest tam także bursztynowa komnata. "Skarb Wrocławia" to oddane przez ludność Dolnego Śląska do depozytu cenne przedmioty, zgodnie z wydanym w 1944 r. zarządzeniem ministerstwa finansów III Rzeszy. Na górze Sobiesz przeprowadziliśmy badania termowizyjne, radarowe, elektrooporowe i manometrem protonowym. Końcowym etapem były wiercenia. Teraz wiemy, gdzie i jak możemy wchodzić do podziemia. Ostateczne wyniki zostały przekazane najwyższym władzom RP - mówi Podsibirski. Podczas wierceń w miejscach, gdzie według świadków, jak i wcześniejszych badań, znajdują się wjazdy do fabryki, wydobyliśmy na powierzchnie obok urobku skalnego także beton. W pewnym momencie wiertło natrafiło na taki opór, ze grunt, na którym staliśmy, zaczął drgać. Miało się wrażenie, ze stoimy na stropie. Prawdopodobnie wiertło trafiło na zbrojenie i nastąpiło zaklinowanie sztangi. Zaczęliśmy wiercić obok, ale znowu strąciliśmy wiertło. Taka sytuacja powtarzała się kilka razy i jedynie tam, gdzie wcześniej radar zlokalizował betonowy tunel. W sumie wykonaliśmy kilkadziesiąt wierceń, w tym 90% trafionych - mówi Podsibirski. Te przeszkody chcą pokonać poszukiwacze, którzy wierzą, ze pod góra są skarby warte setki miliardów marek. Z dokumentów, które zostały udostępnione ZW, wynika, ze koło tzw. skałek przy drodze z Piechowic na Cicheą Dolinę i koło Grzybowca znajdują się dwa wejścia, zamykane stalowymi bramami. Odchodzące od nich tunele (obecnie zasypane) łączą się w odległości 40 metrów z poprzecznym korytarzem. Od korytarza odchodzi kilka odgałęzień. Jedno, biegnące w stronę szczytu, po kilkunastu metrach dociera do tzw. magazynu. Z olbrzymiej podziemnej pustki wychodzą następne korytarze. Jeden z nich biegnie w linii prostej do miejsca, gdzie w czasie wojny znajdował się drewniany budynek, służący za koszary wartowników. Tu znajduje się szyb, którym można wydostać się na powierzchnie. Następne wejścia zlokalizowano pod oddaloną około 100 metrów od skałek laką oraz w znajdującym się obok parowie. Przypomnijmy - Władysław Podsibirski od ponad dwudziestu lat poszukuje ukrytych w górze Sobiesz w woj. jeleniogórskim zrabowanych w czasie wojny przez Niemców skarbów. W połowie lat dziewięćdziesiątych rząd RP podpisał z nim umowę na ich wydobycie, z której rząd się nie wywiązał. Przy okazji podpisania umowy UOP zabrał Podsibirskiemu całą dokumentacje dotyczącą Piechowic.

Jerzy Szostak Życie Warszawy 21/X/1998

Komentarze [ 2 ]
dodaj komentarz »
[ Ja ] » kopie
hm jedna lajza z pod warszawy cos kombinuje ale niby kto mu dal te zezwolenia moze warto temu sie przyjzec - nie chodzi mi o tego dziada bo on nic nie znalazl i nie znajdzie ale o fakt ze ktos mu pozwolil lub niby pozwolil na kopopanie w ziemi
Data dodania : 2010-11-04
[ Robertinno ] » Witam
Bardzo ladnie!!!!! polecam i czekam na wiecej....
Data dodania : 2007-10-08