Galeria
Galeria
Galeria
Galeria
 

Nowiny Jeleniogórskie
24 października 2001 r.

Ten człowiek po Pogórzu Karkonoskim kręci się już od wielu lat, tropiąc, jak twierdzi, wielkie skarby ukryte przez hitlerowską III Rzeszę w Piechowicach, Jagniątkowie, Sosnówce, Głębocku i kilku jeszcze innych miejscach. Z ogromnym, godnym podziwu uporem konsekwentnie stara się o odkrycie tajemnic ostatnich lat, miesięcy i dni wojny, od dawna organizując do tych poszukiwań sporą grupę ludzi. Co prawda, skład tej grupy co jakiś czas ulega zmianie, ale człowiek ten swoją wiarą i pasją widocznie potrafi inspirować ciągle nowych poszukiwaczy skarbów, przekonując ich do podejmowania sporego wysiłku. Tak osobistego, często fizycznego, przy pracach w terenie, jak i finansowego, bo przecież prowadzone z dużą intensywnością badania ktoś stale od nowa finansuje.

To właśnie skala prowadzonych badań i stosowanie najnowszych technik poszukiwawczych zwróciły ostatnio ponownie uwagę na Władysława Podsibirskiego i jego współpracowników. Wielkie anteny, spora ilość nowoczesnego sprzętu i penetracja równocześnie kilku niezbyt odległych od siebie miejsc spowodowały wzrost zainteresowania i niemal nieustanne podglądanie prowadzonych przez niego robót w terenie. Tak przez amatorów, jak i przez grupy bardziej profesjonalnych poszukiwaczy. Ci ostatni, choć z wielką ostrożnością i sceptycyzmem wypowiadają się o poszukiwaniach Wł. Podsibirskiego, co jakiś czas uważnie obserwują, co on robi. Jak twierdzą, to zwykła ostrożność, bo choć są przekonani, że Wł. Podsibirski szuka tego, co nie istnieje, to jednak wolą co jakiś czas sprawdzić, czy ich przekonanie jest naprawdę słuszne.

Jak się zdaje, w ostatnich miesiącach część tych obserwatorów straciło pewność co do mitycznego charakteru poszukiwań prowadzonych przez Wł. Podsibirskiego. Skala prowadzonych badań jest rzeczywiście znacząca i pojawiło się przekonanie, że sponsor, który finansuje te badania, musi mieć coś więcej niż tylko przekonanie Wł. Podsibirskiego jako gwarancję sukcesu prowadzonych poszukiwań. To właśnie brak jasnej odpowiedzi na pytanie, czym Wł. Podsibirski przekonał i przekonuje sponsora lub sponsorów, budzi niepokój innych poszukiwaczy. Bo przynajmniej niektórzy z nich wierzą, że sponsor, ponosząc znaczące wydatki, musi mieć jakieś realne gwarancje sukcesu. Zaś sam Wł. Podsibirski, pytany, jak przekonuje sponsora do wydatkowania naprawdę dużych pieniędzy, twierdzi, że to nie jest jego zasługa, tylko wyników badań, które sponsor sam kontroluje i interpretuje. A jest co interpretować, bo w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy sporządzono ponad sto tysięcy metrów bieżących różnego rodzaju profili georadarowych. Co prawda, trudno jest zweryfikować tę informację, ale faktem jest duża skala prowadzonych badań i opasłe tomy mogące zawierać takie profile. Ponieważ mogłem zobaczyć tylko nieliczne, o pozostałych mogę pisać jedynie w trybie warunkowym. Organizator tych badań nie ukrywa, że było i jest wiele takich dni, w których badania kosztują po kilka tysięcy złotych tylko za jeden dzień pracy urządzeń i specjalistów. Niestety, na pytanie, ile już kosztowało badanie okolic Sobiesza, Wł. Podsibirski odpowiada tylko - policz sam, przecież wiesz, od jak dawna tu jestem. Nawet bardzo ostrożny rachunek wykazuje bardzo poważne kwoty...

Marzyciel z koparką?
Władysław Podsibirski, o którego poszukiwaniach - wielkiej fabryki ukrytej pod stokami Sobiesza i schowanych tam pociągów zawierających skarby zrabowane z wielu europejskich zbiorów oraz wiele ton złota - prowadzonych od dłuższego czasu w okolicach Piechowic, pisaliśmy już kilka lat temu, wtedy już zapowiadał, że niebawem dojdzie do otwarcia pierwszych wejść i korytarzy, co pozwoli na udowodnienie światu, że skarby ukryte pod Sobieszem istnieją naprawdę. Wł. Podsibirski wielokrotnie pokazywał nawet miejsca, w których podobno wystarczy tylko kilka godzin pracy sprzętu budowlanego, by odsłonić zewnętrzne odcinki korytarzy. To właśnie nowoczesny, ciężki sprzęt - nie dające się ukryć wielkie, bardzo wydajne koparki, ściągnięte na Pogórze i w góry, spowodowały ponowne, żywe zainteresowanie tym, co zamierza odsłaniać ten poszukiwacz. Jak twierdzi Wł. Podsibirski, sprzęt ten był mu potrzebny do rozpoczęcia odkopywania ukryć, których lokalizację dokładnie ustalono dzięki zastosowaniu nowoczesnych urządzeń georadarowych. Zdaniem poszukiwacza do odsłonięcia wejść nie doszło tylko dlatego, że do prac w terenie nie dopuściły władze wojewódzkie, w tym głównie specjalna komisja zajmująca się tego rodzaju sprawami, powołana przez wojewodę dolnośląskiego. Jego zdaniem, głośna kilka miesięcy temu rezygnacja szefa tej komisji z kierowania jej pracami była związana właśnie z brakiem pozwolenia na prace, które zamierzał prowadzić Wł. Podsibirski. Nie ukrywa on zresztą, że ponad półroczny postój maszyn był niezwykle kosztowny i ostatecznie, ponosząc spore wydatki, trzeba je było wycofać z terenu, zanim maszyny zarobiły na siebie. Jak twierdzi, do odsłonięcia wejść nie doszło także dlatego, że on sam stracił zaufanie do poprzedniego rządu i władz wojewódzkich, które, jego zdaniem, były nastawione jedynie na szybkie wyeksploatowanie ewentualnego znaleziska. Tę opinię trudno jest zweryfikować, ale poszukiwacz zapowiada, że z nowym rządem dojdzie na pewno do szybkiego porozumienia. Przy okazji rozmowy na ten temat z wielką swobodą padają z ust Wł. Podsibirskiego nazwiska prominentnych postaci tak rządu J. Buzka, jak i nowego rządu L. Millera. Część tych nazwisk jest, jak twierdzi, związanych z dotychczasowym wstrzymaniem poszukiwań, a część z nadzieją na szybkie porozumienie z nowym rządem i uzyskanie pozwolenia na podjęcie robót w terenie.

Na Pogórzu Karkonoskim Wł. Podsibirski jest obecny co najmniej od 1977 roku. W tym właśnie roku, 5 marca, jak opowiada, podjął pierwsze poszukiwania i zapłacił za pierwsze informacje. Twierdzi, że od tamtego czasu gromadzi rozległą dokumentację i zbiera wszelkie informacje, dzięki czemu, po latach starań, dysponuje niemal źródłową wiedzą na temat, który go interesuje. Wrażenie, że tak jest, potwierdza każdy, kto miał kiedykolwiek kontakt z tym poszukiwaczem. Jego wiara, zgromadzona wiedza lub też przekonanie o istnieniu podziemnej rzeczywistości są tak wielkie, że potrafi nimi szybko zarazić każdego słuchacza. Nie tylko nowicjusza, bo sile jego argumentacji ulegają także wytrawni poszukiwacze.

Tajemniczy prostokąt
Z najnowszych badań przeprowadzonych przez Wł. Podsibirskiego i jego zespół oraz z informacji pochodzących od mieszkających w Niemczech świadków wynika, jak twierdzi ten poszukiwacz, że najwięcej ukryć sporządzono pod koniec wojny na terenie prostokąta, który zamykają: Sobieszów - Michałowice - Jagniątków i Piechowice. Ma tam być ukrytych na powierzchni około 13 km kwadratowych 9 lub 10 transportów kolejowych, które wprowadzono do nieznanej dokładnie ilości tuneli. Kilka innych tuneli - fabrycznych hal - przeznaczono na schowki dla transportów samochodowych, a stosując jeszcze inną procedurę ukryć, sporządzono 62 dodatkowe schowki, w których ukryto setki skrzyń z nieznaną do końca zawartością. Wł. Podsibirski twierdzi też, że odnalazł związane ze sporządzaniem ukryć dokumenty, z których jeden komplet jest podobno schowany w piechowickim podziemiu. Mają one zawierać m.in. szczegółową informację na temat zamaskowanych wjazdów, wejść i szybów, a także dokumenty opisujące to, co zostało ukryte, w tym raport banków, które pod koniec wojny powierzyły swoje mienie mającym je ukryć władzom.

Z badań przeprowadzonych przez Wł. Podsibirskiego i jego ekipę wynika, że teren, na którym sporządzono ukrycia, jest jednak znacznie bardziej rozległy. Sięga bowiem z jednej strony Świeradowa i Leśnej, a z drugiej Głębocka, Kowar i Krzaczyny. Bolków, Świerzawa, Czernica, Książ i kilka innych miejscowości to zdaniem Podsibirskiego także miejsca co najmniej bardzo interesujące. Na ten temat mówi on jednak niechętnie, choć przyznaje, że jego ekipę widziano także w okolicach Przełęczy Walimskiej, Wielkiej Sowy, Dzierżoniowa i Pieszyc. Wł. Podsibirski przekonuje, że wiele wymienionych miejscowości i tych, o których nie chce mówić, jest połączonych podziemnym tunelem o długości kilkudziesięciu kilometrów. Technicznie jest to możliwe, ale nie wydaje się prawdopodobne. Jeśli jednak jest prawdziwa informacja pochodząca z grona osób współpracujących z tym poszukiwaczem, z której wynika, że pomiary georadarowe wykonano na odcinkach przekraczających łącznie długość 150 km (!), to nawet ta informacja wydaje się prawdopodobna.

Faktem jest, że Wł. Podsibirski dysponuje ogromną wiedzą terenową i doskonałą znajomością lokalizacji wszelkich podziemnych instalacji. Tych, których istnienie można sprawdzić bez stosowania skomplikowanych technik i wielkich nakładów, jest na tym terenie sporo i każdemu z tych obiektów Wł. Podsibirski przypisuje jakieś ukryte funkcje i znaczenie. Co prawda, w miarę upływu czasu coraz to inaczej opisuje on ich przeznaczenie, ale jak twierdzi, jest to skutkiem doskonalenia wiedzy wynikającej ze zdobywania coraz to nowych dokumentów.

Wiele informacji podawanych przez tego poszukiwacza jest tak dokładnych, że albo rzeczywiście pochodzą one od świadków zdarzeń i z autentycznych dokumentów, albo są konfabulacją - fantazja kogoś, kto sam tworzy nieistniejący świat. Być może jest właśnie tak - tylko jak w oparciu o tak wątłe podstawy można zdobywać już od lat prawdziwe i naprawdę duże środki na prowadzenie poszukiwań? Tego człowieka i jego zmagania z tajemnicami Sobieszowa nie tylko ja obserwuję już od lat. Na pewno zaś wiem tylko tyle, że nawet najwięksi sceptycy, zwykle lekceważący jego ustalenia, co jakiś czas dokładnie obserwują to, co on robi.

Polityczne spekulacje
Wł. Podsibirski niewątpliwie posiada liczne znajomości i polityczne powiązania. Zapewne z tego właśnie wynika jego spora wiedza o mechanizmach funkcjonowania poszczególnych poziomów władzy, w tym także ich najwyższych szczebli. Można przyjąć za pewnik, że wiele z tego co mówi ma realne podstawy i oparcie w faktycznych kontaktach ze środowiskiem władzy. Jego zdaniem, jest to skutkiem naturalnego zainteresowania każdego rządu i każdego ministra finansów możliwością zdobycia dodatkowych środków finansowych nawet z tak niekonwencjonalnego źródła, jak poszukiwanie skarbów. Takie działania były zresztą prowadzone przez służby specjalne już wiele lat temu i nie wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. To musi kusić każdego zarządcę chudej zawsze przecież kasy państwa. Czy skusi nowy rząd, trudno przewidzieć, Wł. Podsibirski jednak uważa, że tak. I twierdzi, że dopiero teraz nadchodzi czas na podjęcie skarbów z ciągle zamkniętych podziemi.

Wielkie pieniądze, a ukryty majątek liczony jest w dziesiątkach miliardów marek, budzą wielkie emocje. Nawet jeśli informacja o ich istnieniu jest tylko domniemaniem, a nie faktem. Zapewne to właśnie powoduje, że z niezwykłą uwagą w tym środowisku obserwowane są wszelkie ruchy kadrowe na styku polskich i niemieckich interesów. Tym bardziej, że od dawna, i chyba nie zawsze bez powodu, mówi się o niemieckich wpływach na decyzje o ewentualnym podjęciu poszukiwań. Ponieważ znane są takie sytuacje, nawet sprzed dwudziestu lat, że nagle zawieszano zgodę na prowadzenie poszukiwań w miejscach, które powinny być przebadane choćby z ważnych powodów historycznych, już wtedy rodziły się spekulacje o niemieckich wpływach, które ograniczają pole poszukiwań. Przekonanie, że tak jest, trwa do dzisiaj. Umacniają je, zapewne bezzasadne, spekulacje związane ostatnio ze zmianami na jednym z najważniejszych stanowisk na styku polskich i niemieckich interesów. Tak twierdzi Wł. Podsibirski, przekonany o tym, że urzędnik, który na Dolnym Śląsku uniemożliwił mu poszukiwania skarbów III Rzeszy, w nagrodę został awansowany na stanowisko, które jest nagrodą za te utrudnienia.

Trudno sobie wyobrazić, by takie zależności i powiązania rzeczywiście istniały. Tym niemniej w środowisku poszukiwaczy coraz częściej zwraca się uwagę na dziwne, a bardzo konsekwentne zachowanie Niemców, którzy pomimo upływu ponad pół wieku od zakończenia wojny nadal nie udostępnili właściwie żadnej dokumentacji podziemnych obiektów i fabryk. Takich obiektów, których istnienie bezspornie ustalono, jest przecież wiele. O niektórych z nich sporo wiadomo i znane są fragmenty tych podziemi. Co więcej, niektóre nawet udostępniono do zwiedzania. Przekazanie stronie polskiej zachowanej przecież w ogromnej większości dokumentacji tych obiektów pozwoliłoby nie tylko na ich pełne udostępnienie do zwiedzania, ale i na prezentację niewątpliwie wybitnych osiągnięć sztuki inżynierskiej ostatnich lat wojny. Np. w podziemiach Walimia aż prosi się, by pokazać pełna potęgę tych podziemi i ujawnić wreszcie wszystko to, co tam naprawdę zbudowano. Póki co jednak, nie ma na to żadnych szans. Dlaczego? Co tak niezwykłego kryją te i wiele innych podziemi, że do dziś niedostępne są ich plany? Co stoi na przeszkodzie, by ujawnić choćby dokumentację techniczną fabryki pod Wzgórzem Ryszarda w Bolkowie czy tajemnice fabryki ukrytej w podziemiach Leśnej? One tam przecież są...

W tej sytuacji trudno się dziwić poszukiwaczom, których spekulacje polityczne mają niekiedy charakter fantazji. Trudno się także dziwić, że to grono ludzi nie rozumie i nie chce zrozumieć, dlaczego - pomimo przyjaźni deklarowanej w stosunkach polsko-niemieckich - nadal niemożliwy jest dostęp do dokumentów i planów, które dziś już nie powinny mieć innej, niż tylko historyczna, wartości.

Czy dlatego, że ma rację Wł. Podsibirski, przekonany o istnieniu wielkich magazynów wojennych skarbów, czy może dlatego, że jak twierdzi inny poszukiwacz, kilkadziesiąt lat po wojnie nikt, ani w Niemczech ani w Polsce, nie potrzebuje odkrywania masowych grobów, bo takie przecież muszą znajdować się w miejscach, w których pod koniec wojny zniknęły tysiące ludzi zatrudnionych przy ich budowie? To jedna z wielkich tajemnic wojny. Czy kiedykolwiek dowiemy się, jaka była prawda? Co naprawdę, przynajmniej w niektórych miejscach, jest ukryte: skarby czy ślady zbrodni...

Marek Chromicz

Komentarze [ 2 ]
dodaj komentarz »
[ maryska ] » ukryte tajemnice
I tak czas plynie .pseldo specialisci .posiwieli i nawet pordzewialej potkowy nie znalezli.Gdybaniem i papierkami nic sie nie zdziala.Przegranych ludzi jest sporo i czsami czas daje ukojenie w opowiadaniu pierdol.Powodzenia dla frajerow.
Data dodania : 2011-05-03
[ Zdzisław ] » ukryte tajemnice
Staram się śledzić poczynania poszukiwaczy lecz muszę przyznać, że mam na to za mało czasu. Po trosze odniosę się do ukrywania tych tajemnic. Prawdą jest, że po ucieczce Niemcy zostawili " strażników" tych dóbr. Później po latach przekupili naszych urzędników, którzy gorliwie zacierali ślady. Dzisiaj prawdopodobnie na zasadzie poufnych porozumień jeszcze lepiej chroni się owe tajemnice. Uważam, że grzebanie się w tajemnicach II wojny światowej nie jest bezpieczne. Proszę zrozumieć, że część tych tajemnic skrywa ponure niemieckie zbrodnie. Aktualnie żyje na świecie jeszcze grupa nazistów odpowiedzialnych za te czyny. Co by było gdyby np. wewnątrz góry Ryszarda odkryto szczątki pomordowanych ofiar i przypisano ich śmierć Herr ...... szanowanemu obywatelowi miasta ........ To nie fantazja bo badania potwierdziły istnienie resztek ludzkich wewnątrz góry Ryszarda. Inne szczegóły mówią o zabójstwie wspólnika pana Bojki. Pan Bojko zajmuje się eksploracją góry Ryszarda. Policja wydała komunikat, który mówił, że wspólnika Bojki uśmiercił gang. Czyżby wojny gangów? Gdzie szukać wskazówek aby odsłaniać tajemnice Dolnego Śląska? Najpierw świadkowie rodacy, później Rosjanie, dalej archiwa brytyjskie. Pewne informacje mówią, że profil produkcji podziemnej fabryki w Bolkowie był podobny do fabryki lubiąskiej. Z przyjacielskim pozdrowieniem.
Data dodania : 2007-10-01